Graczem będąc…

…gry recenzując

Clive Barker’s Jericho

Posted by Skan w dniu 23 Sierpień 2010 06:37


Clive Barker’s Jericho

Clive Barker poleca: Siedmiu paranormalnych komandosów duszonych przez kilka godzin w krwistym sosie doprawionych niebanalną fabułą i okraszonych szczyptą zawodu – dostępni w budżetowej cenie „na każdą kieszeń”.

Wydane w 2007 roku Jericho teoretycznie powinno zostać hitem. Współtworzony przez mistrza horroru C.Barker’a pseudotaktyczny FPS któremu przed premierą zapewniono dobra oprawę PRową (zapowiedzi, trailery, demo etc.) okazał się niestety niewypałem. Oceniona na świecie na około 60% gra powędrowała do zakładki „średniak”. Szkoda, ale choć lubię twórczość C.B to po zakupie tej gry w jej premierowej cenie ~100zł zapewne wystawiłbym ocenę jeszcze niższą niż owe 60%. W 3 lata po premierze możemy ją jednak nabyć za ~20zł poprzez system Steam, i ta cena diametralnie zmienia spojrzenie na „Jericho”. Kiedy bowiem fastfood ma cenę fastfoodu wtedy zupełnie inaczej oceniamy posiłek, niż gdybyśmy za tenże fastfood zapłacili sumę jak za wykwintne danie w drogiej restauracji. Tym bardziej, że jest to fastfood cholernie dobry ;)

Witches with Guns

Zszyj ze sobą: pół kilo wątróbki...

Tytułowe Jericho to 7 osobowa jednostka specjalna, której członkowie oprócz wiedzy z zakresu walki konwencjonalnej posiadają również szereg unikalnych, paranormalnych zdolności. Mamy więc w zespole piromantę z minigunem w jednej łapie i z magicznym „ogniobytem” w drugiej (choć technicznie w tej samej), wiedźmę która operuje kataną równie dobrze co Magią Krwi, snajpera z telekinezą (potrafi sterować lotem kuli), numerologa potrafiącego dzięki matematyce (i granatom) wpływać na rzeczywistość, „jasnowidzącego” z darem projekcji astralnych oraz księdza, który w przerwach pomiędzy leczeniem drużyny szyje do wroga z dwóch Desert Eagle (noszących imiona Faith & Destiny). Dowodzi nimi bioenergoterapeuta którym sterujemy na początku gry – później będziemy mogli wcielić się w każdą postać w drużynie i skakać pomiędzy nimi w dowolnym momencie. Każdy z członków zespołu ma unikatowy zestaw broni i umiejętności, dlatego rozgrywka każdym z nich jest równie unikatowa. Po wcieleniu się w pana z minigunem po prostu idziemy przed siebie prując do wszystkiego co chodzi/pełza/lata, a po przeskoczeniu w snajpera siedzimy z tyłu używając pocisków kierowanych do headshot’ów. Teoretycznie można przejść większość gry używając tylko jednej postaci (np. w/w, lekko przesadzonego snajpera), ale prawdziwą przyjemność  ma się wykorzystując „skakany” team play. Na przykładzie: wiedźmą stawiamy „sigil” unieruchamiający wrogów, przeskakujemy do numerologa, tym rozrzucamy granaty zbliżeniowe, następnie wchodzimy w snajpera, załatwiamy wrogów którzy nie kwapią się podejść bliżej, a na końcu animujemy operatora miniguna i nim załatwiamy niedobitki. Od czasu do czasu w grze pojawiać się będą specjalne eventy, przy okazji których wykorzystać trzeba będzie talent któregoś z członków drużyny (czyli coś jak w serii LEGO, czy stareńkim The Lost Vikings).

Quo Vadis, Jericho?

...udziec grubasa...

Stan fabularny przy starcie gry wygląda następująco: jeden z członków organizacji której podlega Jericho zdradził, następnie zainteresował się stereotypowymi „zapomnianymi lecz potencjalnie niebezpiecznymi ruinami na pustyni”, więc Jerycho zostaje wysłane aby go „capnąć”. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że nie będzie to takie proste, a i priorytety Jericho ulegają zmianie – trzeba będzie powstrzymać troszkę większego „złego” przy okazji ratując świat. Na pierwszy rzut oka nic odkrywczego, ale to tylko pozory – w rzeczywistości fabuła jest wciągająca (w końcu scenarzystą jest C.B) i miejscami zaskakująca, dlatego w tej recenzji będę bardzo ostrożny ze spoilerami coby nie psuć wam zabawy. Nie jest tajemnicą (choćby z trailerów), że zwiedzimy kilka charakterystycznych epok historycznych, ale dlaczego i jak się w nich znajdziemy – nad tym trzeba będzie pomyśleć samemu, bo nie jest to wyjaśnione w grze czarno na białym, od A do Z. Ludzie którzy w ten czy inny sposób łyknęli historii/okultyzmu lub interesują się zjawiskami paranormalnymi odnajdą na pewno w fabule smaczki które mniej obeznanym najprawdopodobniej umkną ( jak choćby umiejscowienie gry – Al Khali ;))

Byle do przodu!

Gra jest oskryptowana aż do bólu i idziemy z góry wytyczną ścieżką wycinając maszkary, od czasu do czasu zatrzymując się na bossach (tudzież minibossach). Każda epoka ma swoje charakterystyczne potwory i przy tych filozofii nie ma – najczęściej rozwiązujemy problem headshotem, tudzież strzałem w inne czułe miejsce, które poznać możemy dzięki jednej ze zdolności numerologa. Przy bossach za to musimy znaleźć specjalny sposób na ubicie, a do czasu znalezienia go spędzimy trochę czasu oglądając ekran „restart from checkpoint”. To specjalnie dla narzekających, że gry są za łatwe ;) Kolejnym z utrudnień jest brak jakiejkolwiek formy mapy, i choć poziomy nie należą do skomplikowanych to przynajmniej w 3 misjach można się „zgubić” i wrócić się do startu, myśląc, że szło się do mety. Etapy podzielone są na checkpointy (brak zapisu w dowolnym momencie), po których odnawiana jest na amunicja i zapisywana gra – są one rozmieszczone na tyle często, że właściwie nie spotkało mnie podczas rozgrywki „out of ammo”, ani też nie dostawałem szewskiej pasji przy 10 powtarzaniu tego samego banalnego fragmentu aby dojść do momentu który nas zabija. Chociaż więc jestem zadeklarowanym przeciwnikiem checkpointów, to mogę je przeboleć jeśli są odpowiednie często rozmieszczone – jak w tej produkcji. Co jakiś czas natrafimy na Quick Time Events, i jak niektóre wynikają ze skryptów, tak czasami będą się pojawiać losowo gdy któryś z wrogów zechce nawiązać z nami bliższe stosunki ;) Po nieudanym QTE jesteśmy na szczęście przenoszeni jedynie do początku eventu, a nie do checkpointa.

Krew na ścianach, trzewia na suficie…

...zezwłok WTF monstera...

Jeśli znasz twórczość Barkera (w postaci książek, filmów czy choćby zabawek) to wiesz, czego spodziewać się w „Jericho”. Już sam ekran tytułowy to jakaś niezidentyfikowana, pulsująca tkanka pokryta muchami, a dźwięki przy wybieraniu opcji brzmią jakby ktoś po niej deptał. W trakcie gry ujrzysz istną paradę gore w której prym będą wiodły okaleczone i torturowane ciała. Zastanawiam się, w jaki sposób udało się tej grze uzyskać M(+17) zamiast AO(+18) w systemie ESRB – chyba tylko dlatego, że nie ma nigdzie nagich piersi ;) Oczywiście cała ta brutalność nie jest „byle by była”, tylko służy budowaniu klimatu. Wkraczamy w końcu do miejsca gdzie mieszka Zło przez duże Z, i dziwne byłyby różowe kucyki w roli potworów.

…a mimo to ładnie.

Jak już przewijało się w poprzednich recenzjach, nie znam się na technikaliach, dlatego więc zamiast podać nazwę silnika gry i efektów graficznych użytych w nim, napiszę prosto i przyjemnie: ta gra 3 lata po premierze wygląda lepiej niż niektóre tegoroczne produkcje. Jedyne do czego można się przyczepić, to niezbyt ostre tekstury na ścianach (gdy zbytnio się przyglądamy ;)), oraz dziwny efekt graficzny charakteryzujący się nadmiernym błyszczeniem niektórych powierzchni. Nie mam pojęcia, co chcieli osiągnąć graficy, ale zdecydowanie przesadzili – przy każdej „błyszczącej” powierzchni ma się wrażenie, że patrzy się na twarz z kilogramem tapety. Ba, na początku rozgrywki miałem nawet obawy, że to moja karta graficzna zaczyna szwankować, ale nie – to po prostu standardowa „nadgorliwość gorsza od faszyzmu”.

Czemu średniak?

...poczekaj cierpliwie kilka godzin...

Chyba najważniejszą wadą tej gry jest jej długość – ukończenie tego nie posiadającego opcji multi, specyficznego FPSa to kwestia około 6 godzin, czyli jednej sesji dla standardowego gracza. To bardzo mało, i nic dziwnego, że ktoś mógł poczuć zawód po wydaniu na grę 100 złotych w dniu premiery. Do odblokowania jest co prawda zawartość „extra” (czyli np. przejdź daną misję na „hard” w zamian za biografię któregoś z członków zespołu), ale szczerze pisząc, wątpię żeby komukolwiek chciało się to robić zaraz po normalnym ukończeniu gry – jeśli w ogóle. Wadą jest także lekko upośledzone AI naszych towarzyszy. Przy normalnych potyczkach jeszcze jakoś sobie radzą, ale przy bossach mogą służyć jedynie do odwracania uwagi. Oczywiście nie oczekiwałem, że odwalą robotę za mnie, ale przydałby się jakiś system rozkazów w rodzaju „atakujcie ten punkt na plecach” (a nie strzelacie na oślep gdy nie ma potrzeby). W innych recenzjach pojawiły się też narzekania na prostotę rozgrywki i zapewne sam bym na to narzekał, gdyby nie ten klimat…

Dajcie sequel!

Choćbym szedł po raz 50 tym samym korytarzem, i wyskakiwałby ten sam potwór, to jeśli akcja dzieje się w czymś co przypomina żywy organizm, przeciwnik to jakieś zdeformowane zwłoki z ostrzami zamiast kończyn i workiem na głowie, a ja jestem księdzem z dwoma DE podczas gdy obok stoi wielki facet walący z miniguna który po każdym wypuszczeniu ognistego węża krzyczy „Burn bitch!”, to mogę tylko szepnąć „f***cking awesome” i zrobić to samo po raz 51. Ta gra ma niesamowity klimat, który jednak musi do ciebie trafić – dlatego albo tę grę pokochasz, albo stwierdzisz „meh, co za gniot” (tak zresztą prezentują się recenzje w Metacritic.com, pełen rozrzut ocen). Istnieje co prawda demo, ale zawiera tylko jeden level i 3 postaci, więc do obejrzenia jest niewiele i wątpię żeby ktokolwiek mógł sobie po tak małej dawce wyrobić opinię „chcę czy nie”. Jak pisałem na początku, grę możemy kupić za ~20 zł w Steamie (lub teoretycznie za ~35zł jeśli ktoś woli wersję pudełkową), więc za cenę jednej pizzy możesz otrzymać świetną zabawkę na parę godzin, lub ew. troszkę pobluzgać na „zachęcacza” (czyli mnie ;)). A co z sequelem? Niby był w planach, ale będąc realistą wątpię, aby kiedykolwiek wyszedł. „Jericho” miało zbyt słabą sprzedaż i oceny aby ktoś chciał zaryzykować produkcję/wydanie – i jest to wielka szkoda oraz zmarnowany potencjał. Już jakakolwiek forma co-op (do której moim zdaniem ta gra nadawałaby się znakomicie po paru tweakach) znacząco przedłużyłoby żywotność „C.B Jericho”. A tak mamy ni to grę, ni to to interaktywny „action-horror” na parę godzin który jednak za cenę 20zł mogę z czystym sumieniem polecić.

Link do sklepu Steam: http://store.steampowered.com/app/11420/

Link do (biednego) dema: http://www.filefront.com/8639239/Clive-Barkers-Jericho-Demo/

W pocie czoła nagrany i uploadowany przeze mnie gameplay pt. „Pierwsze 15 minut gry”. HD, bez spoilerów ;)

Oprócz tego kilka spoilerowych clipów z większa zawartością akcji (również mojego autorstwa)

http://www.youtube.com/watch?v=jGzOcQPMFg4 – Boss fight

http://www.youtube.com/watch?v=JkLHbrYF8Ig – Miniboss fight

http://www.youtube.com/watch?v=GlCzBLxDP94 – Snajper w akcji

 

...gratulacje! To chłopiec!

Odpowiedzi: 2 to “Clive Barker’s Jericho”

  1. Bardzo podobne odczucia mam :) Grałem w Dżerikoł w zeszłym roku i byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Może pomocne okazały się te piwka, które akurat sączyłem, ale będąc świadomym ocen, jakie gra otrzymała, spodziewałem się czegoś mocno średniego, a dostałem… średnio-mocne.

    Grafika faktycznie robi wrażenie! Pewnie, Crysis może wyglądać lepiej, ale… czy to ma znaczenie?

    Kiedyś Barker’a wielbiłem, teraz nieco mi przeszło. Facet buduje klimat piekłem i wypływającymi z niego flakami; na dłuższą metę staje się to nieco prymitywne i nużące. Nie mam nic do epatowania krwią czy przemocą, ale w pewnym momencie aż by się chciało być przestraszonym w jakiś „inny” sposób, a tu tylko kolejny stwór owinięty w drut kolczasty. Jak na strzelankę jednak, bez większych aspiracji, klimat się nadaje zdecydowanie.

    I masz rację – gdyby przy tym jeszcze podłubali, wrzucili multiplayer (przecież aż się prosi), wydłużyli rozgrywkę, to mogłoby wyjść coś naprawdę mocnego. Ale jak piszesz, druga część jest wątpliwa, a sam oryginał przepadł już nieco w wirze historii.

  2. film india said

    Pretty! This waѕ an incredibly wonderful article. Τhank
    уou fߋr providing thiѕ iոformation.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: