Graczem będąc…

…gry recenzując

Call of Duty: Black Ops

Posted by Skan w dniu 30 Listopad 2010 04:57


Call of Duty: Black Ops

Nowy CoD zabierze was w szalone lata sześćdziesiąte – o tej wycieczce nie przeczytacie w książkach do historii, ale na pewno zapamiętacie ją na długo.

Istnieją tytuły, które jeszcze przed premierą są skazane na sukces. Gry z serii Call of Duty dołączyły do tego klubu po premierze pierwszego Modern Warfare, i tak Black Ops w 24 godziny od premiery sprzedał się w oszałamiającej liczbie pięciu milionów egzemplarzy. Czy jednak gra spełniła oczekiwania tych milionów które kupiły ją w dniu wydania? Nie wiem jak inni, ale ja liczyłem na naładowany akcją, klimatyczny tryb single i uzależniające multi. Na szczęście to właśnie otrzymałem.

Cichociemni…

Prawie jak Riddick.

Fabuła nowego Call of Duty zawiera się w latach 1961-68, czyli w najgorętszym okresie Zimnej Wojny a na moment przeniesiemy się również do roku 1945 – zaraz po zakończeniu IIWŚ. Ponieważ nowy CoD skupia się na działaniach tajnych służb (CIA i spółka), już sam sposób prowadzenia fabuły wygląda jak koszmar paranoika ze świata teorii spiskowych. Gra ma bowiem formę przesłuchania w „supertajnym” pokoju, gdzie główny bohater udziela podlanych serum prawdy odpowiedzi na pytania zadawane przez śledzczego. Podczas przesłuchania będziemy wskakiwać do wspomnień i głównie w nich rozgrywają się właściwe etapy gry. A jest co wspominać: poganiamy za Castro na Kubie, wzniecimy bunt w gułagu, zaszkodzimy rosjanom odwiedzając kosmodrom Bajkonur, zahaczymy też o Wietnam i Laos z międzylądowaniem w Hongkongu (a to wszystko jedynie połowa gry). Zaletą trybu dla jednego gracza jest to, że praktycznie każdy poziom w grze rozgrywa się w innym miejscu i wszystkie są na swój sposób unikalne – tak jak i misje.

…i ich przygody…

Przy pierwszym etapie powiedziałem sobie „no nieźle”. Przy drugim: „Damn, co za klimat!”, przy trzecim „OMG!” a później skończyła mi się skala do określenia jak bardzo ta gra jest niesamowita. Może to wina detali (klimatycznych, nie graficznych), a może mojego lekkiego zauroczenia tamtym okresem, lecz wierzcie mi: gdy w tłumie zarośniętych więźniów ubranych w waciaki wybiegałem z kopalni węgla w sowieckim łagrze, to w momencie w którym zaczęli krzyczeć „urrrrrrrrrrraaaaaa!” ja doznałem nirwany. Która utrzymywała się gdy później pływałem barką w Laosie i przy akompaniamencie rock’n’rolla demolowałem wybrzeże rzeki. Oraz gdy w Wietnamie czołgałem się w tunelach wykopanych przez partyzantów. Oczy mi wyszły z wrażenia gdy przechodziłem przez kolejne zabezpieczenia Pentagonu, żeby w jego sercu pogawędzić sobie z Kennedy’m. Nie wspominając o autentycznym lęku wysokości gdy skakałem po dachach blokowiska w Hongkongu wymieniając przy tym strzały ze Specnazem. KLIMAT wielkimi wołami.

…oraz zabawki…

To zwykły screenshot - ta gra tak wygląda.

Liczba dostępnych broni zawsze była atutem serii Call of Duty i nie inaczej jest w Black Ops. Oprócz kilkudziesięciu standardowych giwer w najróżniejszych odmianach dostaniemy w nasze ręce takie rarytasy jak minigun, kusza z wybuchowymi bełtami czy strzelba automatyczna SPAS-12 z zapalającą amunicją. W niektórych misjach dane nam będzie korzystać ze sterowalnych pojazdów żeby wymienić choćby motocykl, łódź patrolową czy helikopter Mi-24 „Hind” (sterowalny również w multi!). Nie oczekujcie oczywiście symulatora lotu czy choćby modelu sterowania jak w serii Battlefield – latanie jest bardzo uproszczone (żeby nie napisać: arcadowe), ale „dog-fight” z innymi helikopterami w którym mamy pełną kontrolę nad pojazdem jest miłą odmianą od zwykłych, bieganych misji tudzież „celowniczków”.

…w krótkim, ekscytującym życiu

Ukończenie Black Ops na normalnym poziomie trudności to około 7-8 godzin. Miałem również ambicję sprawdzić ile zajmie na najtrudniejszym, ale poddałem się gdy przy jednym z checkpointów spędziłem półtorej godziny. Masa wietnamczyków z których każdy strzela tylko do ciebie (a twoi towarzysze z kolei nie mogą w nic trafić) chyba jednak nie podpada pod moje pojęcie zabawy. Oprócz tego twórcy umieścili w grze wydłużacz rozgrywki pod postacią danych wywiadu. Każda misja ma kilka stron akt ze smaczkami fabularnymi, których treść jest zaciemniona na wzór tajnych dokumentów IRL. W każdej z misji umieszczono po 3 znajdki, a każda z nich odtajnia nam fragment lektury. Bardzo fajne rozwiązanie – chyba, że ktoś jest leniem i nie chce mu się czytać/szukać. Powrócił także znany z CoD:WaW tryb Zombie, czyli tryb gry w którym zostajemy zamknięci (sami, lub z 3 innymi graczami) w budynku atakowanym przez zombie. Cel jest prosty – wytrzymać oblężenia jak najdłużej. Dodatkowo, bardziej w roli easter egg’a niż faktycznego wydłużacza, możemy w singlu odblokować arcadową minigrę 2D oraz tekstówkę – dinozaurom na pewno sprawi to radochę. Młodsi raczej od razu popędzą do multi (ciekawostka: wg statystyk Steam’a tylko 40% graczy PC ukończyło tryb single).

Kraina wiecznych łowów

Facepalm wierzchem dłoni.

Skłamałbym pisząc, że w trybie wieloosobowym nowego CoDa zaszła rewolucja w stosunku do poprzednich odsłon. Choć idąc tym tropem twierdzenie, że w gatunku FPS zaszła rewolucja od czasów Wolfensteina 3D również zalatywałoby kłamstwem ;) Mamy więc tę samą, dynamiczną rozwałkę z jedną większą zmianą: walutą. Za każdy mecz otrzymujemy tzw. „punkty CoD” (ilość uzależniona od naszej aktywności w meczu) które przeznaczamy na rozwój naszej postaci. Jeśli chcemy używać danej broni czy wyposażenia, najpierw musimy zdobywając punkty doświadczenia dojść do odpowiedniego poziomu (tych jest 50), a następnie wydać określoną ilość punktów CoD. Jeśli chcemy wyposażyć tą broń w dodatki, to za nie również musimy zapłacić. Cóż, właściwie płacimy za wszystko i niekiedy przed kupieniem sprzętu trzeba będzie trochę dociułać, bo np. AK-47+tłumik+celownik (+atut który umożliwi 2 dodatki) to wydatek rzędu 10,000 punktów, a za mecz przeciętny gracz (taki jak ja) dostaje 500-1500. W grze pojawiły się również nowe tryby gry (obok starych typu CTF, dominacja, deathmatch etc.) powiązane z walutą i działające na zasadzie: sześciu graczy wchodzi do gry, każdy wpłaca wpisowe ale nagroda jest tylko za trzy pierwsze miejsca. Nowe tryby to:

Zabawa Bronią – każdy zaczyna z pistoletem, im więcej zabić tym lepszą broń się dostaje

Kije i Kamienie – dostępna broń to kusza, nóż i tomahawk

Jeden w Komorze – każdy dostaje pistolet z jednym nabojem, po zabiciu dostajemy kolejny nabój

Strzelec Wyborowy – broń wszystkich graczy zmienia się losowo co 45 sekund.

Choć tryby te są naprawdę ciekawe, to dla graczy PC postawiono tu dziwną i niezrozumiałą przeszkodę. Otóż na konsolach można sobie wybrać gry pod względem wpisowego (od 10 do nawet 10000 CP), a na PC jesteśmy ograniczeni do 500CP. Czemu tak? Nie wiadomo. To sztywne 500CP sprawia jednak, że dla początkujących to najczęściej strata waluty (więc unikają), a dla wymiataczy wygrana tego rzędu to niewielka motywacja (bo więcej można zarobić w zwykłych meczach), efektem czego jest mała popularność tych rozgrywek.

Pimp my soldier!

Na tym screenie jest pewien artyzm, którego nie potrafię ująć słowami.

Oprócz broni i wyposażenia, za punkty kupujemy znane z poprzednich odsłon atuty (perki), w których zaszła mała, acz ważna zmiana: usunięte zostały atuty zwiększający obrażenia od pocisków i eksplozji. Dzięki tej modyfikacji nie ma już perków „must-have” i dlatego można sobie pozwolić na większe dopasowanie postaci do naszego stylu gry. Nowością w Black Ops jest system kosmetycznych zmian którym możemy poddać naszego żołnierza. Oprócz znanego z poprzednich odsłon kamuflażu na broni, dostaliśmy do dyspozycji kilkadziesiąt rodzajów kamuflażu twarzy, kilkadziesiąt wzorów celowników do broni i możliwość zmiany ich kolorów oraz kilkaset gotowych elementów z których możemy zbudować swój emblemat – czyli obrazek, który będzie wyświetlany wrogom po ich zabiciu przez nas, a także zostanie umieszczony na naszej broni. Choć jak to żartobliwie ujęto na pewnym forum „50% emblematów to świństwa, 40% zawiera „fail” albo „wtf” a tylko 10% jest faktycznie kreatywnych”, to opcja ta daje satysfakcję zrobienia czegoś oryginalnego co wyróżni cię na tle innych.

Pola śmierci

Mapy w multi świetnie wpisują się w klimat zimnej wojny i ostrzeliwać się możemy m.in. w dżungli i zbombardowanym mieście Wietnamu, południowo-amerykańskiej posiadłości (czyli tzw. villa), kompleksie fabrycznym gułagu czy uliczkach Hawany. Na mnie największe wrażenie wywarł kosmodrom Bajkonur, na której to mapie pod koniec meczu zostaje odpalona rakieta, co sprawia, że wszystko zaczyna się trząść – spróbujcie celować w takich warunkach ;) Kolejnym, świetnie wykonanym polem bitwy jest „Nuketown”, czyli makieta miasteczka wykonana dla testów broni jądrowej. Jej wadą jest niestety mały rozmiar przez co mecze zamieniają się w rzeźnię, a najczęstszym kierunkiem z którego padł zabijający cię strzał jest „znikąd”. Map po premierze zostało udostępnionych 14 a każda z nich jest na swój sposób unikatowa i ciekawa, dlatego jeśli kolejne będą wychodzić w przyzwoitej cenie (poprzez DLC) to najprawdopodobniej się skuszę.

Że co śmierdzi? Ja nic nie czuję…

Nominacja w kategorii "zdjęcie roku" czasopisma Soldier of Fortune.

Dla mnie Call of Duty: BO jest generalnie grą bez wad, ale z recenzenckiego obowiązku opiszę te najczęściej przewijające się w wypowiedziach graczy na forach. Jedną z nich jest powtarzalność zarówno single jak i multi – Call of Duty właściwie się nie zmieniło od czasu pierwszego MW, czyli single działa na zasadzie „akcja akcja szybciej szybciej skrypt skrypt i tabuny wrogów” a w multi zaszły jedynie kosmetyczne zmiany. Kolejną wadą jest brak optymalizacji wersji na PC i zaraz po premierze większość graczy narzekała na przycięcia w singlu i multi, co często uniemożliwiało komfortową grę. Wydane na szybko łatki miały naprawić ten problem ale spora grupa twierdzi, że sytuacja poprawiła się jedynie odrobinę. Podejrzewam jednak, że za miesiąc czy dwa wszystko powinno już być ok (a przynajmniej twórcy gry twierdzą, że nad tym pracują).

Kup!

Nowe Call of Duty ma właściwie wszystko, co powinien mieć hit. Klimatyczne single z wieloma zapadającymi w pamięć momentami (łącznie z ostrym fabularnym grzmotnięciem pod koniec) i wciągające, przemyślane multi – choć w tym do pełni satysfakcji trzeba znaleźć odpowiedni serwer, najlepiej z często przebywającymi na nim osobami które są w stanie wyrzucać hackerów i trolle. Czy komuś Black Ops może nie przypaść do gustu? Jasne, jeśli ostatnie trzy lata spędziłeś grając w MW1 i MW2 a dodatkowo nie masz żadnego sentymentu do lat 60 ubiegłego wieku, wtedy możesz się zawieść. Dla mnie jednak jest to najlepsza gra akcji 2010 roku. I tutaj dochodzimy do pytania, które miłośnicy FPSów na pewno zadają sobie przed świętami: co lepsze, nowy Medal of Honor czy Call of Duty: Black Ops? Wg mnie CoD i to o klasę wyżej. Nowego MoHa mógłbym polecić jedynie ludziom którzy każdy film akcji kwitują parsknięciem (mrucząc przy tym pod nosem „ale pierdoły…”), a jedynym uznawanym przez nich filmem wojennym jest „Helikopter w ogniu”. Jeśli należysz do tej grupy, od Black Ops trzymaj się z daleka, natomiast na pewno odnajdziesz się w Medal of Honor.

 

Gameplay z gry w której możliwe jest zestrzelenie helikoptera pistoletem ;)

 

Sowiecka odmiana gry w "słoneczko".

Jedna odpowiedź to “Call of Duty: Black Ops”

  1. Skan said

    Chyba najlepszy gameplay jaki do tej pory widziałem z CoD:BO – mistrzostwo: http://www.youtube.com/watch?v=SZr62nnwoSs

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: