Graczem będąc…

…gry recenzując

Posts Tagged ‘Prototype’

Prototype

Posted by Skan w dniu 13 Maj 2010 18:19


Prototype

Wyobraź sobie pożerającą czas, flashową gierkę w której wybijasz tabuny kreskowych ludzików. Dodaj do tego ładne 3d, mocną fabułę i wszechmocnego anty-bohatera. Oto Prototype.

Choć gra wyszła w połowie 2009 roku, zainteresowałem się nią dopiero gdy cena spadła do ~40zł. Gameplay-e ukazywały totalny chaos, który w cenie „nowości” mnie nie przekonał, natomiast przy kwocie 40zł i po zapoznaniu się z grą jedyne co mogę stwierdzić to: grzech nie kupić Prototype w takiej cenie. Pod jednym wszakże warunkiem – musisz lubić gry w których ważniejsza od myślenia jest zręczność palców.

Obszar kwarantanny w pełnej krasie

Nazywam się Mercer. Alex Mercer.

Grę rozpoczynamy od zabiegu który zastosowano w pierwszym Max Payne – główny bohater stoi na dachu budynku i opowiada historię rozpoczynającą się ~3 tygodnie wstecz. Następnie przenosimy się do początku całej afery, i ta już przypomina Planescape:Torment. Alex budzi się w kostnicy i nie ma zielonego pojęcia skąd tam się wziął. Odkrywa natomiast, że nie jest już do końca człowiekiem, i od tego momentu pojawia się główna motywacja bohatera: odkryć kto i po co zamienił go w to…”coś”. Oraz zemścić się. Jest to jedna z zalet Prototype – jedyne co kieruje Alexem to prywata i chęć zemsty. Jeśli Mercer kogoś ratuje lub chroni, to tylko dlatego, iż osoba ta może mu pomóc w dojściu do prawdy – cała reszta jest traktowana filozofią „who cares ;)”. Mogę zdradzić, że na końcu gry odzywają się w Alexie jakieś ludzkie odruchy, co pod względem fabularnym niby się trzyma kupy, ale mi troszkę zepsuło klimat – wolałbym, aby Mercer do końca był mającym wszystko w d… „czymś”. Co nie zmienia jednak faktu, że praktycznie przez całą grą postronni ludzie są tłem, i służą  do ładowania paska zdrowia gdy nie będzie już innego wyjścia. Ewentualnie do sadystycznych zabaw w rodzaju: porwij cywila, wejdź z nim na szczyt Empire State Building, weź mocny zamach, a później słuchaj oddalającego się krzyku „Nooooooooo….”. Mała rzecz, a cieszy :)

Biegam, skaczę i szybuję…konsumuję i morduję.

Alex Mercer potrafi prawie wszystko. Możemy wbiegać pionowo bo budynkach, przeskakiwać z jednego na drugi, szybować po odpowiednim wybiciu się czy po prostu przebiec się sprintem przez całą mapę gry. Przyznam, że już same te czynności sprawiały mi na początku przyjemność (później oczywiście się przejadły). Oprócz tego posiadamy zdolności bojowe, które przejawiają się tym, iż np. nasza ręką zamienia się w wielkie ostrze, lub obie ręce w wielkie młoty tudzież szpikulce. Możemy również zamienić jedną ręką w tarczę, lub pokryć się egzoszkieletem. Wszystkie nasze moce są odblokowywane w miarę posuwania się fabuły do przodu, a oprócz tego właściwie wszystkie aspekty poruszania się i walki mogą zostać upgradowane przy użyciu tzw. Punktów Ewolucji. Punkty owe zdobywamy wykonując misje, różne mini-eventy na mapie, czy po prostu niszcząc wrogów (za cywili punktów nie dostajemy – ot, taka forma demotywacji do masowego mordu ;)). Osobną opcją jest konsumpcja ofiary. Alex potrafi wchłonąć prawie każdą napotkaną żywą istotę – ładując tym samym pasek życia, i w niektórych przypadkach przejmując jej pamięć, co jest opcjonalnym sposobem na zagłębienie się w fabule. Po wchłonięciu przyjmuje również „skin” ofiary co jest przydatne gdy np. chcemy wejść na teren militarnej bazy bez wzbudzania podejrzeń. Alex w pewnym momencie gry zyskuje również umiejętność prowadzenia czołgów i helikopterów, a także potrafi używać broni odebranej żołnierzom (karabiny szturmowe, granatniki, wyrzutnie rakiet). Narzędzi destrukcji jest w tej grze sporo – i o to chodzi :)

Tylko po co?

Sieć Intrygi

Fabuła gry była dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem. Spodziewałem się jedynie odmóżdżającej nawalanki – i też taką otrzymałem, jednak z paradoksalnie całkiem niezła historią. Otóż na Manhattanie zostaje wprowadzona kwarantanna z uwagi na szerzenie się wirusa, który zamienia ludzi w „zombie-podobne”. Mosty zostają zamknięte, tunele zamurowane, a my odkrywamy skąd wziął się wirus, kto za tym stoi i jaka jest w tym rola Mercera. Historię popychamy do przodu wykonując zadania, a opcjonalnie możemy odkrywać jej detale poprzez pochłanianie ludzi mających wiedzę o tym, co się dzieje. Po skonsumowaniu takiej osoby, uruchamia się krótka sekwencja obrazów + lektor, w której to sekwencji kryją się smaczki fabularne. Wszystkie wspomnienia które uda nam się zdobyć mamy później do dyspozycji w bardzo pomysłowo zrobionej zakładce – jest to  „sieć intrygi”, stylizowana na połączenia neuronów (patrz screen). Oczywiście jest to zupełnie opcjonalne, i bez tego też dowiemy się „kto i czemu”, ja jednak polecam konsumować każdego z łatką „on coś wie”. Fabuła jest ciężka, mroczna i jak na ten gatunek gry naprawdę nieźle zrobiona. Zdarzają się momenty w których pewne rzeczy są banalne, rekompensują je jednak chwile w których mimowolnie powiemy „wow” po niespodziewanym zwrocie akcji.

Nie samą fabułą Mercer egzystuje.

Po każdym zadaniu głównym, na mapie odblokowywane są mini-eventy. Od „dobiegnij poprzez checkpointy w danym czasie”, poprzez „używając czołgu zabij 100 wrogów” po „zniszcz bazę wojskową w 3 minuty”.  Oprócz eventów na mapie porozrzucane są znajdki takie jak „punkty widokowe” i „porady”. Za każdy event i znajdkę dostajemy punkty ewolucji i robienie ich tylko temu służy (oprócz rozrywki oczywiście).

NY – you will pay…

Jak już wyżej wspomniałem, akcja gry rozgrywa się na Manhattanie. Nie jestem kartografem, ani tam nie mieszkam, więc ciężko mi ująć jak wiernie została oddana wyspa. Dzielnice jednak się zgadzają, charakterystyczne budynki i architektura też, więc dla NY-laika takiego jak ja wystarcza. Ulice jak to na Manhattanie są dość zatłoczone, jednakże jako iż ludzie pełnią w tej grze rolę tła, nie spotkamy tu pozorów codziennej egzystencji jak choćby w GTA. Ot, ludzie chodzą, panikują gdy Mercer spadnie z nieba (niczym Hancock ;)) kogoś przy okazji konsumując i to właściwie wszystko. Na szczęście twórcy gry wrzucili wiele skórek dla przechodniów, więc nawet po paru godzinach w grze nie mamy wrażenia inwazji klonów. W grze występuje rytm dobowy – ma on jednak znaczenie czysto kosmetyczne. No chyba, że w Central Parku w nocy jest aż taki ruch, a ja się nie znam :)

NY miastem żółtych taksówek...

Jaki jest świat, każdy widzi.

W grafice zachowano balans pomiędzy otwartym światem gry, a grafiką. Wszystko jest ok, ale nie mamy tutaj iluzji prawdziwego świata, i gra pod tym względem nie jest wybitna. Na uwagę zasługuje animacja głównego bohatera – biegnąc sprintem ulicą, łapiąc po drodze samochody i ciskając nim we wszystkie strony, przy okazji rozdając ciosy i konsumując jesteśmy pod wrażeniem roboty animatorów.

Parę rys na Alexie…

Gra  idealna nie jest, choć babole nie są aż tak widoczne czy irytujące. Dla mnie najważniejszym z nich, a zarazem najbardziej subiektywnym jest sterowanie w grze. Zanim nauczyłem się jak efektywnie sterować Mercerem, musiało minąć parę godzin, a kilkanaście zanim mogłem stwierdzić, że umiem to robić. Grałem na klawiaturze i podejrzewam, że na padzie byłoby trochę łatwiej ( a oprócz tego liczy się tez feat „małpie palce” u gracza ;)), dla mnie jednak była to pierwsza ściana i to już na początku gry. Dodajmy do tego mnogość opcji jeśli chodzi o wykorzystywanie zdolności Alexa i na początku w grze próbując zrobić coś bardziej skomplikowanego niż „hack& slash” napotykamy schody. Inną rysą jest AI przeciwników i system alarmu. Otóż w grze występuje „współczynnik podejrzliwości” – żółty pasek, który wypełnia się gdy robimy rzeczy podejrzane. W teorii brzmi logicznie, jednak w grze gdy pokażemy się pierwszemu lepszemu marine od razu pojawia się czerwony alarm, natomiast gdy w skórce starszego pana skaczemy, szybujemy i biegamy po budynkach, to już wszystko gra. Ot, najwyraźniej w NY to norma. Do wad należy również niezniszczalność, czy raczej nienaruszalność budynków (nie licząc celów militarnych/zainfekowanych). Jedynymi częściami które możemy zniszczyć, to wywietrzniki, klimatyzacje i schody przeciwpożarowe. Jestem w stanie zrozumieć, że nie dało rady zaimplementować systemu burzenia, ale żeby nie dało rady wybić w budynku okien, zniszczyć billboardów czy choćby zrobić małej dziury po ostrzale budynku czołgiem? Pojawia się tutaj takie małe, wewnętrzne „meh”. Minibabol pojawia się również przy próbie opuszczenia NY – rozwiązanie było całkiem przyzwoicie pomyślane, ale w praktyce coś chyba nie wyszło. Otóż na Alexa próbującego opuścić strefę kwarantanny spada deszcz pocisków artyleryjskich – które nic mu właściwie nie robią (w końcu to Alex), a gdy biegniemy dalej, pojawia się niewidzialna ściana. Można to było rozwiązać zwykłym insta-killem na wskutek ostrzału, a tak wyszło ni to śmiesznie, ni to żałośnie.

Nastroje nowojorczyków dobrze ukazane przez plakat ;)

Ile zabawy?

W grze mamy jedynie tryb singleplayer (Multi miało być, ale wyszła z tego kupa). Single wystarcza  na kilkadziesiąt godzin zabawy – ok 10-15 jeśli przejdziesz tylko główne zadania, ok 40-50 przy robieniu mini-eventów i ogólnym cieszeniu się grą (czyli przypadkowym wszczynaniu chaosu). Gra jest stosunkowo przyjemna – problemy (na normal) miałem tylko w 3 misjach, w jednej na początku gdy sterowanie było dla mnie czarną magią, i w dwóch ostatnich. Oprócz tego czysta zabawa, i jak dla mnie bilans jest prosty: 40 złotych za ~50 godzin rozrywki, czyli ~80 groszy za godzinę. Polecam zdecydowanie.

Gameplay z gry (HD)

 

Posted in Recenzje | Otagowane: , , | 9 komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: